Parafia Chrystusa Króla - strona główna
Parafia Chrystusa KrĂłla - strona główna
scroller
scroller

Publikacje

"Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia."
(1 Kor 1,18)

Krzyż znakiem Bożej Miłości

 

Krzyż przy zapłociach

zapłocie

Od dawna niegdysiejszą wieś Przedmieście niczym wstęga opasywała miejscami bardzo wąska ścieżyna, biegnąca sobie poza opłotki tutejszych kmiecych gospodarstw. Była ona tym samym niczym granica oddzielająca zabudowę wsi od przyległych pól. Ścieżyna ta nazwana zapłociami przetrwała jeszcze długo po tym, jak w 1927 roku wioskę Przedmieście włączono do miasta Łańcuta. Była i potem nadal często używana, bowiem bardzo łatwo i wygodnie, a czasem niepostrzeżenie, można było przejść od samego końca osady czy ze skrajnych jej zagród do miasta, do tamtejszego kościoła, na targ, czy jeszcze w jakim innym celu. Nawet teraz, chociaż miasto znacznie się rozbudowało i pod budowę zagarnęło sporo dawnych terenów rolniczych Przedmieścia, ślady dawnych zapłoci można jeszcze dojrzeć. Jednak już niewielu o nich wie. Także też nieliczni wiedzą o tym, o czym zaraz się wspomni. Bo to właśnie przy tej ścieżce, przy zapłociach, około roku 1911 postawiono krzyż przydrożny, który trwa w tym miejscu do chwili obecnej. A jest to krzyż - do powstania którego w tamtym czasie przyczyniło się kilka osób.

Tradycja miejscowa, na której w takich przypadkach często trzeba się opierać, głosi, że fundatorem tego krzyża był jeden z ówczesnych mieszkańców Przedmieścia- Stanisław Kuźniar. Człowiek ten pracował sumiennie u Hrabiów Potockich jako lokaj, którego pieczy powierzono reprezentacyjne pokoje i sale łańcuckiego zamku. A skoro tak głosi wspomniana tradycja miejscowa, to można dokładnie ustalić, że owym zaufanym lokajem Hrabiego był Stanisław Kuźniar urodzony w Przedmieściu w 1867 roku, w tutejszej rodzinie Marcina i Marianny Wangrycht-Nosek.

Głosi dalej wspomniana miejscowa tradycja również to, że w tym samym czasie, w którym Stanisław Kuźniar zarabiał u Hrabiego Romana Potockiego, konserwatorem urządzeń wodociągowych był niejaki Głąb. Człowiek, podobno słabej woli, nie gardzący mocniejszymi napojami, ba, nawet nadużywający trunków. Przez to też często zaniedbywał on swoje obowiązki służbowe, nie usuwał na czas usterek, nie likwidował awarii w porę. W tym stanie rzeczy, kiedy nawet perswazje i przestrogi kierowane do owego pracownika nie dały rezultatu, hrabia Potocki polecił wyrzucić go z pracy, mimo że fachowcem był dobrym, ale niesolidnym. Na zwolnione w ten sposób miejsce wśród zamkowej dobranej i zgranej służby, znaleziono wkrótce innego pracownika, także znającego się na rzeczy. Przybył wtedy do Łańcuta aż ze Lwowa , wraz ze swoją rodziną Franciszek Lasota (1869-1952). A wnet też okazało się, że przybyły nie tylko doskonale znał się na instalacjach wodnych, ale też miał zdolności do rzeźbienie i do rysowania. On to właśnie w trakcie jakiejś przypadkowej rozmowy ze Stanisławem Kuźniarem zaproponował lokajowi, że wyrysuje mu projekt kapliczki, jaką ten zamierzał sobie postawić obok domu. Miała bowiem taka stanąć nie tylko dla banalnej ozdoby Kuźniarowej posesji, ale też jako rzecz cenniejsza, bo jako voto w podzięce za niezłą sytuację materialną zamkowego lokaja i jako wieczysta pamiątka pomyślnych dla niego i dla rodziny czasów.

Projekt sporządzony przez Franciszka Lasotę zawarł w swej treści nie tylko kapliczkę , co symbol Pańskiej męki, a więc krzyż. Solidny i trwały, bo z żelaza, kamienia i betonu w całość wziętych. I na skraju Kuźniarowej posesji miejsce mu wyznaczono. Tuż przy zapłociach, którymi wielu wtedy wędrowało, ale też na wprost widzianego stąd doskonale w dali sporego kamiennego mostu, tkwiącego monolitem w nasypie, po którym cesarski gościniec przez mokradła przechodził. A prawda była wtedy też taka, że most tamten a i miejsce przy nim, nie cieszyły się wtedy w Przedmieściu zbyt dobrą sławą. Wprost przeciwnie, różne bowiem złe rzeczy miejscowi opowiadali. A tych opowiadań wynikało, że na pewno jakieś „zło” miało tam swoje siedlisko i niejednemu ono potrafiło dokuczyć. Miałże więc krzyż także swoimi ramionami osłaniać wieś, no i tym samym Kuźniarową zagrodę, przed tamtymi złymi mocami spod mostu.

Postument pod krzyż zaprojektowany przez Lasotę, zbudował Kuźniarowi przedmiejski murarz Wojciech Zakrzewski (1868-1941), a jakże – też zatrudniony w zamku. Postawił ten postument z kamieni przywiezionych z kamieniołomu w Husowie. Pomagał w stawianiu tej kamiennej podstawy szesnastoletni wówczas syn murarza Stanisław, który mieszał wytrwale zaprawę, podawał ojcu kamienie, a przy tym zapamiętał to wszystko, aby potomnym przekazać. W szczycie postumentu osadzono żeliwny krzyż z wizerunkiem Chrystusa, wykonany w odlewni w Rzeszowie i tam przez Kuźniara kupiony. A potem jeszcze , kiedy wszystko gotowe już było, ksiądz proboszcz Zauderer - z Łańcuta przyszedł i krzyż na pagórku stojący poświęcił, a tym samym mocy on nabrał i świętą rzeczą stał się. Postument tego krzyża z piaskowca łączonego zaprawą cementową, ma formę ostrosłupa ściętego o podstawie prostokątnej. Wysokość całej budowli wraz z krzyżem ma około trzech metrów. Stoi ona na dosyć stromym zboczu pagórka, chyba też przez to z biegiem lat pochyliła się znacznie. Ostatnio wiele zachodu musieli obecni opiekunowie krzyża dokonać, aby na powrót do pionu go ustawić. Ale udało się to, i stoi nadal prosto, tak jak dawno, dawno temu. Trwa nadal już od bez mała lat sto na swym stanowisku. Przypomina o tamtych dawnych czasach i o tamtych ludziach.

 

 

2008 Parafia pw. Chrystusa Króla w Łańcucie